Panie dziękuję Ci że stworzyłeś świat piękny i bardzo różny (...)
pozwól o Panie
żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia
a nade wszystko żebym był pokorny (...)

ZBIGNIEW HERBERT   
MODLITWA PANA COGITO   
foto_b1foto_b2foto_b3
 

Wiktor Wołkow, Koń na Podlasiu

kon na podlasiu okladka male

„Koń na Podlasiu", to pierwszy album wydany po śmierci wybitnego artysty. Wiktor Wołkow, jeden z najbardziej znanych i uznanych na całym świecie polskich fotografików, specjalizujący się w fotografii pejzażu i przyrody Polski północno-wschodniej, zmarł po walce z ciężką chorobą 27 marca 2012 roku. Wydanie tego tematycznego albumu Wiktor Wołkow planował od dawna, a sporą część znajdujących się w nim fotografii zdążył jeszcze wybrać oraz przygotować...
„Koń na Podlasiu" to album o świecie, którego już nie ma. Przez niemal pół wieku Wiktor Wołkow fotografował podlaskie konie. Powstała z tego przepiękna magiczna opowieść o jednym z najbliższych przyjaciół człowieka, dzielącym nasz, ludzki los od tysięcy lat.
Album wstępem opatrzył Andrzej Strumiłło, związany z Podlasiem malarz, rzeźbiarz i grafik, który przygotował także projekt graficzny.

  

kon-155 male  kon-191 maly

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

kon-170-171 male
 kon-178-179 male
 kon-182 183 male

O AUTORZE

Wiktor Wołkow (1942-2012) był członkiem Polskiego Związku Artystów Fotografików. Pół wieku fotografował przyrodę i pejzaże Podlasia. Autor ponad 100 wystaw. Laureat wielu nagród. Albumy autorskie: "Wołkow" (1983), "Rok 1863" (1999), "Biebrza" (1997), "Krzyż" (1999), "Słońce" (2001), "Biebrza od źródeł do ujścia" (2004), "Podlasie, Supraśl, Puszcza" (2005), "Narew" (2006), "Bocian" (2007), "Czar Podlasia" (2008), "Lot" (2009), "Moje łowy" (2010), "Siano" (2011), „Moje Podlasie. Z dziennika fotografa” (2012).

 

ANDRZEJ STRUMIŁŁO, FRAGMENT WSTĘPU

„Dzisiejsi przedstawiciele gatunków - a w szczególności koń Wiktora - są końmi roboczymi drobnego gospodarstwa, utrzymywanymi często z czystej miłości do tradycji dziadów i ojców, a czasem z konieczności zarobienia paru groszy za koninę sprzedaną Francuzom, Włochom lub Japończykom.

Wiktorowy koń bywa samotnikiem w przestrzeni, karmi źrebię, cieszy się współbraćmi w tabunie wolnym, przepływa rzekę, ciągnie sanie w głębokim śniegu, trudzi się razem z człowiekiem orząc ziemię i zwożąc jej plony. Los konia i los człowieka stają się sobie bliskie.

„Bierzesz aparat, robisz zdjęcia. Jaki w tym jest sens?” - zapytał kiedyś Wiktora Andrzej Kalinowski. Wiktor odpowiedział: „Sensu w tym nie ma za grosz, robić coś, nie wiedząc czy się zwróci finansowo. Ale to działa jak narkotyk: gdy robię zdjęcia, to czuję jakbym był na haju... To praca, ale taka praca na granicy uzależnienia i nałogu, na końcu której jest kadr, zatrzymany obraz... Tego świata za chwilę nie będzie, ale też częściowo jest - ocalony przeze mnie przed zapomnieniem. Gdy wyjdą bardzo dobre zdjęcia, jest też coś w tym z radości tworzenia, tak jakbyś nie tylko ocalił, ale powołał do życia nowy, piękny świat... Może dlatego tak to uzależnia...”. 

Tego świata za chwilę może już nie być, ale jego obraz, ocalony przez Wiktora od zapomnienia, żyć będzie jako nowy, piękny świat...”

 

Projekt i wykonanie magicGate.pl